Inicio Aktualności Polak żyjący w Hiszpanii. Projektant, grafik.

Polak żyjący w Hiszpanii. Projektant, grafik.

Compartir

Jerzy Janiszewski, twórca słynnego logo “Solidarności”, Polak żyjący w Hiszpanii. Projektant, grafik. W trakcie stanu wojennego wyemigrował do Niemiec, następnie uzyskał stypendium we Francji. Później osiedlił się w Hiszpanii, gdzie założył własne studio. Projektuje znaki graficzne, kompleksowe identyfikacje wizualne, plakaty, ksiażki etc. oraz przestrzenne instalacje w pejzażach miejskich. Po długim etapie życia w Paryzu potem w Barcelonie, mieszka obecnie w A Coruña (Puerto Santa Cruz).

 

 

tomek: Dlaczego osiedliłeś się w Hiszpanii? Przypadek? Potrzeba? Dogodne warunki do pracy i rozwoju artystycznego?

jurek: Przygoda z Hiszpanią zaczęła się w Paryżu, dokąd dotarłem po krótkim pobycie w Niemczech, gdzie nie mogłem sobie znaleźć miejsca. W RFN w tamtym czasie opinia o Polakach nie była dobra. Patrzono na mnie krzywo. Nie miało żadnego znaczenia czy byłeś dobry i co zrobiłeś. Byłeś Polakiem. Brakowało mi kontaktów zawodowych. W końcu zaproszono mnie do Paryża na rocznicę 13 grudnia i tam się zaczęło. Francuzi dowiedzieli się, że jestem autorem znaku „Solidarność”. Zaczęły się wywiady, między innymi dla gazety Libération. Telewizja TF1 zrobiła program, dobrą reklamę i zostałem. Otrzymałem zastrzyk finansowy w postaci stypendium. Czułem się tam wolny, swobodniej. paco ibanezPotem posypały się zlecenia zacząłem pracować i byłem szczęśliwy. Przeleciało sporo lat i w tym czasie poszukiwał mnie znany piosenkarz hiszpański Paco Ibañez, emigrant z epoki Franco, który mieszkał w Paryżu. Gdy zobaczył co robie, poprosił mnie o logo dla nowo powstałego Stowarzyszenia La Carpa. Zaprzyjaźniliśmy się i od tego się zaczęło. Poznałem całą masę ludzi: muzyków artystów… Poczułem się jak w rodzinie. Zaprzyjaźniliśmy się na lata. Poprzez Hiszpanów, których tam poznałem, zacząłem dostawać zlecenia do Hiszpanii. Wyjeżdżałem do Madrytu, Walencji, San Sebastian.W ’95 roku wróciłem do Polski. Chciałem zobaczyć, czy da się żyć normalnie, ale nie wytrzymałem długo – dwa lata. Wyjechałem do Barcelony i znowu do Ibañeza. Rozkręciło się na nowo i tak już zostało.

tomek: Jak sobie radzisz z językiem hiszpańskim?

jurek: Już w Paryżu liznąłem języka w gronie Hiszpanów i Latynosów. Nie chodziłem do szkoły, ale zacząłem czytać. Bardzo dużo dała mi lektura poezji, które śpiewał Paco Ibañez. Zawsze zastanawiało mnie, co ten facet śpiewa, że ci ludzie go tak słuchają. Do dzisiaj posiadam antologię poezji hiszpańskiej, którą cenię. Ogólnie, po tylu latach, nie mam problemów.

tomek: Czy masz ten sam problem, jak większość Polaków za granicą: twoje dzieci nie chcą myśleć o Polsce ani wracać do kraju?

jurek: Mam pięcioletniego syna Luca, który lubi Polskę. Wie, co jest w Hiszpanii, a czego nie ma w Polsce. Ale nie mam tego problemu. Uczę go polskiego i nawet ma do tego wiele chęci. Na przykład kupując różne rzeczy w sklepikach w Polsce sam sobie dobrze dawał radę…

tomek: Z jakim odbiorem spotkałeś się w środowiskach hiszpańskich? Jak reagowali ludzie, którzy dowiedzieli się, kim jesteś? Czy twoi sąsiedzi wiedzą, kim jesteś? Jak ci się z nimi układa?

jurek: Nikt nic nie wie. Nie ma nawet specjalnie okazji z nimi porozmawiać. Przede wszystkim wiedzą, że jestem Polakiem. Niektórzy z nich nawet nie wiedzą, gdzie jest Polska. Osobiście nikomu nie opowiadam, że jestem autorem tych znaków; sadzę, że mało kogo to naprawdę interesuje. Nie wszyscy wiedzą o naszych przejściach w latach 80-ych. Każdy ma swoje problemy: my mieliśmy swoje wojny, oni swoje. Wcześniej w Barcelonie obracałem się w gronie artystów, ale nigdy nie zależało mi na rozgłosie. Pragnąłem wyjść z tego okresu Solidarności, bo to było dawno, w latach 80-ych. Zresztą ludzie spoglądają głównie na współczesność, na moją aktualną pracę. Tutaj, w Hiszpanii, mało kto zna moją historię, a jeśli już ktoś wie, to tylko najbliżsi przyjaciele.

tomek: Działasz społecznie dla wizerunku Polski?

jurek: Robiłem w życiu dużo rzeczy społecznie, głównie na bazie solidarycy. Pamiętam taki epizod w czasach w wojny jugosłowiańskiej. Mieszkałem wtedy w Paryżu. Wielki pochód przeciwko wojnie otwierał transparent z napisem „Sarajewo” zrobionym z liter solidarycy.

tomek: Czy środowiska polonijne w Hiszpanii mogłyby liczyć na twoją pomoc na takiej właśnie zasadzie?

jurek: Nie czuję się aż tak ważną osobą, ale z całą przyjemnością. Dotychczas nie miałem specjalnie okazji zapoznania się z Polonią w Hiszpanii. Poruszam się w wąskim środowisku zawodowym, bardo chętnie poznałbym nowych ludzi. Jak na razie nie miałem bliższych kontaktów z Polonią. W Barcelonie mialem kontakt z Konsulatem RP i troche wspolpracowalismy.

tomek: Co sadzisz o Solidarności po 33 latach od “Sierpnia ’80”?

jurek: Ostatnio byłem w Polsce na wakacjach i realizowalem instalacje „Koncert na wstążki” w Gdańsku. Pytano mnie wtedy o to i powiedziałem, że wolałbym to namalować niż zdefiniować. Zrobiłem taki znak, nowe logo „Solidarności 2012”: każda litera inna. Różne litery, jedne razem, drugie osobno, każda ze swoją flagą powiewającą w inną stronę. Jedna flaga wyżej, druga niżej; jedna większa, druga mniejsza. void(0)Nie ma nic wspólnego z tamtym okresem. Wszystko się posypało, ludzie są podzieleni, żadnej solidarności nie ma.

tomek: Co obecnie sądzisz o bohaterach ówczesnych wydarzeń, ich osiągnięciach, ich pozycji i roli w dzisiejszej rzeczywistości?

jurek: Nawiążę do tego znaku, nowego logo „Solidarność”: przywódcy się podzielili, powstała cała masa ugrupowań. Trudno się nawet w tym wszystkim zorientować. Nie wiadomo, o co komu chodzi. Wałęsa zrobił swoje w tamtych latach jako szef powstającego związku. Jako działacz to autorytet, potrzebny akurat w tamtych latach. Po odebraniu Nobla powinien był założyć instytut, dalej działać, ale nie powinien był wchodzić do polityki.

tomek: Jakie to uczucie pomyśleć, że jednym rysunkiem zmieniłeś świat?

jurek: Nie sadzę, żebym zmienił świat. Moją intencją było wesprzeć wtedy ten ruch. DSC01290Byłem tam na miejscu, też czułem ten powiew wolności. Chciałem przekazać im coś od siebie, generalnie wspomóc ich. To, że to poszło w Polskę, a potem w świat, to nie moja zasługa, to media. Ja zrobiłem swoje: byłem w odpowiednim miejscu i czasie.

tomek: Logo “Solidarność” to symbol rozpoznawalny na całym świecie. Solidaryca używana jest do tworzenia nowych symboli w wielu krajach. Co sadzisz o nadużywaniu symbolu “Solidarność” przez różne grupy, odłamy związkowe czy polityczne w aktualnych starciach często sprzecznych ze sobą idei? Sądzisz, że można by temu jakoś zapobiec?

jurek: Gdy powstało logo, nie wiadomo było, czy powstanie związek NSZZ. Kiedy powstał, oczywiście NSZZ przejął to logo, które już funkcjonowało na terenie stoczni. Byłem troszkę zszokowany, ale szczesliwie.Potem logo zaczęto reprodukować w wielu wariantach w Polsce i na swiecie w dowolnych kolorach, zaczeło być deformowane. Dzisiaj malo kto wie jak wyglada jego wersja oryginalna. Po latach stalo sie produktem komercyjnym – skrajne przyklady to: wodka, papierosy, majtki, smycze i ubranka dla psow itp. W dzisiejszej Polsce rożne grupy, przeciwstawne partie bazuja na znaku. Nie takie było jego przeznaczenie. Znak został potwornie zdewaluowany.

tomek: Czy w naszej polskiej rzeczywistości należałoby zarezerwować symbol “Solidarność” tylko dla zjednoczenia Polaków wyłącznie w sprawach najwyższej wagi?

jurek: Jak najbardziej. Od lat staram się mieć wpływ na użycie logo. Za pośrednictwem adwokata, który jest moim pełnomocnikiem prawnym, zawarliśmy umowę z NSZZ, jak powinno być wykorzystywane. Nie może być zniekształcane. Ludzie nie są świadomi, co z tym robią. Każde logo ma swoje proporcje, swój kolor… Nie można, na przykład zniekształcać powszechnie znanego logo coca-coli. Są pewne reguły, prawa autorskie, które o tym mówią. Trzeba ich przestrzegać. Ja jestem autorem logo „Solidarność”, więc wszystkie prawa autorskie należą do mnie. Wszystkie publikacje, które mówią, że się zrzekłem praw autorskich na rzecz NSZZ są nieprawdą. Nikt nie ma prawa, stworzyć sobie z liter solidarycy jakiegoś, powiedzmy, napisu jako znaku towarowego. Oczywiście co innego wykonać taki napis na murze, albo na papierze, ale nie do sprzedaży. Poprzedni przewodniczący NSZZ, Śniadek otrzymał osobiście moje instrukcje, jak i w jakich celach powinno być używane logo. Niestety, świadomość ludzi się nie zmienia; znak jest nadal używany zupełnie dowolnie. Istnieje kilkadziesiąt wersji poprzerabianych można je zobaczyć na stronach internetowych. Nie jest moją intencją zabrać im to logo, ale trzeba sprowadzic to na właściwą drogę. Jeszcze raz będę rozmawiał, nie szukam skandalu.

tomek: Widzisz jakieś podobieństwa między naszą Solidarnością a MCL na Kubie?

jurek: Widzę ruch poświęcony walce o podstawowe prawa: o wolność, o demokrację. el-camino-300x221Oczywiście tak jak wtedy nikt sobie nie wyobrażał, że mogą nastąpić zmiany w Polsce, tak Kuba po prawie 50 latach jest w rękach dyktatury. Cały ruch MCL działa w warunkach potwornie ciężkich, podobnie jak w Polsce, ale to po pewnym czasie doprowadzi do zwycięstwa. Życzę im tego.

tomek: Jak to się stało, że zaprojektowałeś logo „El Camino del pueblo”?

jurek: Jeden z przedstawicieli MCL, Antonio Salvador Gabaldon, był w Berlinie, Pradze i w Polsce. Wysłał mi emaila, że był w Instytucie Wałęsy i rozmawiał z Wałesą. Tam dowiedział się, że jestem autorem znaku „Solidarność”. Napisał, że zrobiłem znak, który miał duże znaczenie dla Polski i że przyjemnie im by było, gdybym zgodził się na współpracę. Nie namawiał mnie na logo, ale żebym zrobił coś dla ruchu. Ja przy takich okazjach bardzo się „gotuję” i zawsze bardzo chętnie jestem gotów do współpracy. Zainspirowała mnie ta solidarność, taka sama sytuacja jak w Sarajewie, ta niezbędna ludzka solidarność. Bazą dla mnie była oczywiście flaga Kuby i słowa „el camino del pueblo”. Ta strzała przedstawia idących ludzi w marszu, dążących do wolności.

tomek: Twoja ostatnia praca to logo prezydencji Polski w Unii Europejskiej.

jurek: To jedna z ostatnich znanych prac. Wygrałem konkurs zamknięty. Tak się złożyło, że wybrano właśnie mnie. Oczywiście jestem szczęśliwy, że po latach mogłem coś zrobić. Było to ważne logo i miałem świadomość tego ciężaru. Nie bylo łatwo adresowac je do społeczeństwa różnego przekroju, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. polonia2010Z drugiej strony dawało mi satysfakcję, że mam taką sposobność działać. Męczyłem się z tym troche. Szkice, przeglądanie i analiza innych edycji, znaki przewodnictw innych państw Unii, znowu szkice. Naprawdę, to duża satysfakcja. Na przykład, jeśli chodzi o logo „Solidarność”, to nie sądziłem, że wyjdzie poza bramy stoczni. A tu zlecenie poważnego znaku i to od razu na całą Europe. Szukałem w tym znaku pozytywnej dynamiki formy zjednoczenia, potrzeby solidarności wszystkich krajów. Strzały skierowane w górę reprezentują pewną energię, postęp. Są połączone, trzymają się razem. Oczywiście są tam kolory wszystkich państw Europy. I w końcu flaga Polski, państwa sprawującego prezydencję. Sądziłem, że ten znak jest tym, czego potrzebuje Europa i Polska, która to przewodnictwo poprowadzi.

Redakcja-Tomek Wiśniewski.

Galeria wybranych prac Jurka   http://www.jerzy-janiszewski.com